Autor
Łukasz Sojka
Data
2017-11-04

Listopad, kolorowe liście lecą z drzew, natura daje wyraźne znaki, że nadeszła jesień, a u Gdakków wraz z jesienią nadszedł czas na kolejny semestr kursu Organizatora turystyki. Tradycyjnie już nasz kurs rozpoczął się spacerkiem integracyjnym, na który, również już tradycyjnie, ochoczo przybyła cała masa Gdakków, Grzybów, sympatyków no i rzecz jasna nowych kursantów. 

Spacerek rozpoczął się w Gdańsku Osowej (tak, to już też nasza tradycja :) ) a jego trasa wiodła czarnym szlakiem turystycznym Źródła Marii. Pierwszym przystankiem był sklep – wiadomo, że każdy rozsądny turysta na swoją wyprawę (spacerek, to w sumie też taka mała wyprawa) musi zgromadzić odpowiednie zapasy. Zwłaszcza, że w planach było ognisko, ale po kolei...

Ruszyliśmy w stronę Chwaszczyna zahaczając o brzeg jeziora osowskiego. Tutaj spotkało nas małe zaskoczenie, gdyż nasz szlak zmienia znany nam dotąd bieg i teraz omija naszą ulubioną polankę do gry w Babę Jagę :( Cóż, trudno, na chwilkę zbaczamy ze szlaku, pokonujemy trochę błotka i jesteśmy na polance, na której rozpoczynamy integrację na całego. Jako, że było sporo nowych osób, najpierw każdy ładnie się przedstawił podczas gry w imiona. Gra bardzo prosta ale pozwala bardzo szybko poznać i zapamiętać imiona kilkudziesięciu nowych osób. Następnie, żeby się troszkę rozruszać zagraliśmy w Babę Jagę, w rolę której doskonale wpisała się Monika. Podczas zabawy atmosfera zupełnie się rozluźniła i nasi nowi kursanci, którzy na początku może czuli się nieco zagubieni, teraz już byli radośni, uśmiechnięci i skutecznie zarażeni naszym klubowym klimatem. 

Po zabawie ruszyliśmy w dalszą wędrówkę. Pokonując kolejne kilometry szlaku dotarliśmy na szczyt góry studenckiej, najwyższego wzniesienia Gdańska, skąd mogliśmy podziwiać panoramę okolicy. Kursanci podczas marszu mogli już również nabywać praktyczną wiedzę na temat poruszania się szlakami turystycznymi oraz rozpoznawania ich oznaczeń. Doświadczeni klubowicze bardzo chętnie tłumaczyli co oznacza każdy znak, jak rozpoznać skręt, czy szlak dojściowy.

W okolicy góry studenckiej zrobiliśmy kolejny postój, tym razem na wyczekiwane ognisko! Ciepełko, kiełbaski, no i ten klimat, gdy wszyscy zbieramy się wkoło ognia...niby zwykły płomień, kilka palących się patyków, ale w towarzystwie Gdakków zawsze wtedy pojawia się takie przyjemne uczucie mówiące, że to właśnie tu chcę teraz być. I mamy nadzieję, że naszym nowym kursantom też wtedy właśnie takie uczucie towarzyszyło (a po ich twarzach widać było, że raczej tak).

Czas przy ognisku minął stanowczo zbyt szybko, a że jeszcze kawałek musieliśmy przedreptać, zebraliśmy się w dalszą drogę. Następnym przystankiem było Źródło Marii, gdzie znajduje się kapliczka z figurą Matki Boskiej oraz źródło potoku Marii płynącego przez okolice Gdyni. Jest tam też poidełko, z którego można skosztować bezpośrednio wody z potoku, niestety my trafiliśmy akurat na jego awarię i musieliśmy zadowolić się herbatą z naszych termosów.

Po krótkiej przerwie powędrowaliśmy dalej do końca naszego szlaku, ale nie dla wszystkich był to koniec przygód tego dnia. Po oficjalnym zakończeniu spacerku przy przystanku autobusowym w Wielkim Kacku, w nieznacznie pomniejszonym składzie udaliśmy się na poszukiwania pizzerii. Poszukiwania zakończyły się sukcesem, spałaszowaliśmy kilka pysznych i ogromnych pizz i z pewnością bardzo poprawiliśmy humor właścicielowi lokalu (to jego zdziwienie, gdy zobaczył taką wielką gromadę ludzi atakujących jego małą knajpkę).

Ok, spacerek zakończony, brzuchy napełnione ale to nadal nie był koniec! Znalazło się jeszcze kilkoro śmiałków, którzy postanowili dzielnie podążyć dalej na podbój okolicznych szlaków. I tak mimo zapadającego już zmroku pokonali jeszcze kilka kilometrów dochodząc szlakami oznakowanymi kolorem żółtym i czerwonym aż do stacji Sopot Kamienny potok. 

W ten oto sposób na pozór krótki spacer przekształcił w całodniową przygodę i naprawdę świetną zabawę i mamy nadzieję, że skutecznie zachęcił naszych nowych kursantów, żeby zostali z nami na dłużej (czyt. na zawsze!) i wpadali na kolejne nasze wydarzenia, bo to co się działo na spacerku to tylko malutka namiastka tego, co jeszcze ich może z nami spotkać.

Zdjęcia autorstwa Adama Szoki